Metodologia od zawsze wzbudza kontrowersje. Ten artykuł został opracowany na podstawie artykułu naukowego „Poza marginesem bazy danych. Anatomia systemowej bezradności i manipulacji w obliczu zaginięć na przykładzie Hiszpanii i Meksyku” wydanym w czasopiśmie „Prawo i Bezpieczeństwo”.
Poza marginesem bazy danych. Jak państwa „wymazują” osoby zaginione?
Kiedy myślimy o zaginięciu bliskiej osoby, wyobrażamy sobie natychmiastową akcję służb, analizę śladów i zaangażowanie całego aparatu państwa. W końcu nowoczesne systemy bezpieczeństwa dysponują zaawansowanymi algorytmami, bazami DNA i międzynarodowymi rejestrami. Co jednak zrobisz, gdy dowiesz się, że nowoczesna technologia i urzędnicze bazy danych zamiast pomagać w poszukiwaniach, mogą stać się narzędziem… systemowego wymazywania ludzi?
W swoim najnowszym artykule opublikowanym w czasopiśmie Prawo i Bezpieczeństwo, dr Rafał Guzowski (Wyższa Szkoła Kształcenia Zawodowego) odsłania mroczne kulisy zarządzania kryzysem zaginięć na przykładzie dwóch skrajnie różnych państw: Hiszpanii i Meksyku. Wnioski z tej analizy porównawczej są porażające: bez względu na uwarunkowania polityczne, systemy potrafią odhumanizować ofiary i sprowadzić ludzkie tragedie do ról czysto biurokratycznych lub statystycznych.
Meksyk: Strategia „ponownego zniknięcia” i walka o statystyki
Meksyk od lat zmaga się z potężnym, strukturalnym kryzysem. Krajowy rejestr osób zaginionych (RNPDNO) przekroczył w pewnym momencie dramatyczną barierę 110 tysięcy nazwisk. W odpowiedzi na to rząd prezydenta Andrésa Manuela Lópeza Obradora (AMLO) wdrożył program o nazwie Estrategia Nacional de Búsqueda Generalizada („Krajowa strategia powszechnego wyszukiwania”).
Cel brzmiał rozsądnie: uporządkować i zweryfikować bazę danych, usuwając z niej osoby, które rzekomo już się odnalazły. Diabeł tkwił jednak w metodologii:
- Cyfrowe czyszczenie: Zamiast ruszyć w teren, urzędnicy zaczęli krzyżować bazy danych – sprawdzali, czy osoby z listy zaginionych… zaszczepiły się na COVID-19, płacą podatki lub składki ubezpieczeniowe.
- Urzędniczy autorytaryzm: Jeśli system wykazał aktywność, pracownicy socjalni potrafili arbitralnie uznać człowieka za „zlokalizowanego”, nawet jeśli jego realny los wciąż pozostawał nieznany. Podobne wizje terenowe doprowadziły na przełomie 2024 i 2025 roku do skandali związanych z masowym fałszowaniem podpisów w dokumentacji.
Efekt? Z ponad 110 tysięcy spraw za „potwierdzone zaginięcia” uznano zaledwie około 12 tysięcy (ok. 11%)! Resztę przesunięto do wygodnych urzędniczo kategorii, takich jak „brak danych do poszukiwań”. Wywołało to gigantyczny kryzys zaufania społecznego. Zrozpaczone rodziny ofiar ukuły wówczas bolesny termin la segunda desaparición (ponowne zniknięcie), mówiąc wprost:
„Zniknęli po raz pierwszy z rąk przestępców, a po raz drugi z rąk państwa”.
Podczas protestów zdesperowane matki podchodziły pod Ministerstwo Spraw Wewnętrznych, deklarując ironicznie, że skoro rząd ogłosił odnalezienie ich dzieci w systemie, to one przyszły je teraz odebrać. Nowa prezydent Meksyku, Claudia Sheinbaum, ostatecznie przyznała się do porażki tej metody i ogłosiła odejście od spisu „AMLO”.
Hiszpania: Iluzja 95% skuteczności i dramat „nekrogranic”
Na drugim biegunie analizy dr. Guzowskiego znajduje się stabilna europejska demokracja – Hiszpania. Tamtejszy system PDyRH deklaruje imponującą skuteczność operacyjną na poziomie 95,5%. Co więcej, aż 72% zgłoszonych przypadków udaje się wyjaśnić w ciągu zaledwie 7 dni. System działa sprawnie, automatycznie porównuje dane z bazą odnalezionych zwłok i przekazuje alerty do strefy Schengen.
Gdzie więc tkwi problem? Ta wysoka skuteczność dotyczy niemal wyłącznie własnych obywateli i rezydentów. Na obrzeżach państwa hiszpańskiego funkcjonuje bowiem zjawisko, które badacze nazywają nekrogranicami (necrofronteras).
Chodzi o migrantów ginących na niebezpiecznych morskich szlakach (np. Szlaku Kanaryjskim czy trasie przez Cieśninę Gibraltarską).
- Niewidzialne zaginięcia: Tylko w 2024 roku odnotowano 303 katastrofy morskie – aż 70 łodzi zatonęło wraz z całą załogą, nie pozostawiając żadnego śladu materialnego. Te ofiary nie trafiają do oficjalnych statystyk MSW, ponieważ system uruchamia się po zgłoszeniu przez rodzinę, a bliscy migrantów najczęściej mieszkają poza granicami UE.
- Przemoc post-mortem: Nawet jeśli hiszpańskie służby odnajdą ciała, system uderza w ścianę bezradności proceduralnej. Z powodu braku transgranicznych protokołów wymiany danych genetycznych oraz barier technologicznych pomiędzy wewnętrznymi 17 wspólnotami autonomicznymi Hiszpanii, identyfikacja ciał ulega ogromnym opóźnieniom. Setki ofiar grzebie się w bezimiennych grobach jako NN.
Podczas gdy Meksyk wymazuje zaginionych intencjonalnie, z powodów politycznych, Hiszpania czyni migrantów niewidzialnymi poprzez technokratyczne procedury. Sukces systemu budowany jest kosztem wypchnięcia ofiar migracji w administracyjną próżnię.
Od „statystyki zamknięć” do „statystyki prawdy”
Artykuł dr. Rafała Guzowskiego pokazuje, że cyfryzacja, automatyzacja i bezduszne algorytmy zarządzania bazami danych mogą stać się nowym narzędziem wykluczenia społecznego. Niezależnie od tego, czy mówimy o ucieczce przed brutalną rzeczywistością kartek w Meksyku, czy o tragedii uchodźców na Morzu Śródziemnym, kluczem do rozwiązania kryzysu nie jest wyłącznie technologiczna optymalizacja.
Aby systemy poszukiwań odzyskały swoją ludzką twarz, niezbędne jest przejście od czysto technokratycznej „statystyki zamknięć” ku „statystyce prawdy”. Państwa muszą przestać ukrywać niewygodne fakty za fasadą uporządkowanych tabel i uznać podmiotowość każdej zaginionej osoby – bez względu na jej narodowość czy status prawny. Bo za każdym usuniętym wpisem w bazie danych stoi prawdziwe, ludzkie życie i rodzina, która wciąż czeka na odpowiedź.
Artykuł powstał na podstawie publikacji naukowej: R. Guzowski, „Poza marginesem bazy danych. Anatomia systemowej bezradności i manipulacji w obliczu zaginięć na przykładzie Hiszpanii i Meksyku”, Prawo i Bezpieczeństwo 2026.
